10 maja 2016

MOJA DROGA KARMIENIA PIERSIĄ



Moja droga z karmieniem piersią rozpoczęła się raczej ciężko...Tak jak pisałam TU, w ciąży nie interesowałam się karmieniem piersią, myślałam że to nie dla mnie, że nie dam rady i w ogóle jak chłopca można karmić piersią hehe ale można i to długo. Mój sekret tkwi w tym aby nie mieć ciśnienia na karmienie naturalne. Co ma być to będzie. 

Po naturalnym porodzie przystawiono mi małego do piersi, ale przez pierwszą dobę nie chciał mi ssać, przystawiałam ale On wolał zasypiać, niż się najeść :) Już pod koniec dnia zaczął mi jeść z lewej piersi ale nadal słabo to nam wychodziło. W nocy płakał więc poszłam do położnej aby nam pomogła, ponieważ była noc podała Mu mieszankę, byłam zadowolona, że jest w końcu najedzony i tak poszliśmy spać.

Drugiego dnia już opracowaliśmy prawą pierś, ssał bardzo ładnie, natomiast nie chciał lewej. Ale cały czas starałam się go przystawiać, położna również pomagała, aż w końcu piersi stały mi się twarde jak kamienie, zaczęłam okładać je zimnymi okładami i trochę przechodziło. Trzeciego dnia już było wszystko dobrze, jadł mi rewelacyjnie, chociaż nie dużo ale cieszyłam się że tak szybko, jak dla mnie, zaczęliśmy sobie z tym radzić.
 
Tego samego dnia wychodziłam ze szpitala, znowu piersi miałam twarde, ale na początku cieszyłam się, że są takie pełne i wielkie :) Oczywiście do czasu :(
Jak wróciliśmy do domku odciągnęłam pokarm laktatorem, super sprawa, ulgę poczułam od razu, Jankowi podałam butelkę z moim mlekiem, widziałam jak dużo wypił i cieszyliśmy się z mężem, że z butelki to widać ile nam zjadł i jak super ssał :) ale troszkę się bałam że przestanie mi ssać pierś.

Na szczęście tak się nie stało.

Przez kolejne dni zdarzało się, że podałam butelkę, ale przez odciąganie pokarmu laktatorem sama sobie zaszkodziłam, miałam ponad tydzień nawał mleka. Dwa tygodnie od porodu zrobiło mi się zapalenie piersi, gorączka, obolałe mięśnie. Nie mogłam wstać w nocy do mojej kruszynki, ale mogłam liczyć na mojego męża który podawał mi małego i z wielkim bólem przystawiałam by nie był głodny.

Rano zadzwoniłam do położnej, kazała przykładać kapustę po karmieniu i oczywiście skontaktować się z lekarzem. Pojechaliśmy na pogotowie bo nie mogłam w jakikolwiek sposób funkcjonować, a musiałam zająć się małym. Na szczęście mogłam zostawić go mojej mamie.
Lekarz trafił mi się fatalny, jego arogancki ton, aby gładzić te piersi wyciskać do ulgi mleko, i to jego pokazywanie przy tych mocno bolących cyckach doprowadzało mnie do szału. Ale i tu jest to jedno ale :) ale ani przez moment nie pomyślałam aby zakończyć naturalne karmienie. Na szczęście tego samego dnia udało mi się, pokonałam ból, masowałam, oblewałam przed karmieniem ciepła wodą, zimną po karmieniu, kapustą również okładałam i jakoś się unormowało. Czułam w końcu ulgę.

Po kilku dniach zadzwoniła do mnie położna i poinformowała mnie że trzy tygodnie po porodzie powinien pojawić się kryzys laktacyjny i abym często synka przystawiała.  No i jak pojawił się i to jak w zegarku, zaczął od prawej piersi, następnie lewa. Jasia ciągle brałam do siebie aby ssał i produkował mleczko. Około tygodnia po zapaleniu wszystko mi się unormowało. Moja najtrudniejsza przygoda trwała około miesiąca, a następnie karmienie piersią przerodziło się w radość, satysfakcje pokonania tego bólu. Jestem z siebie strasznie dumna, że mi się udało po takich ciężkich chwilach.

Więc chcę Wam drogie młode mamusie powiedzieć, że da się wszystko przezwyciężyć, tylko nie można się poddać. Możecie pomyśleć, że się przechwalam, że wielki wyczyn mi się przytrafił i takie tam... i teraz się tym wymądrzam ale nie o to w tym chodzi, chcę Wam pokazać, że się da, mimo gigantycznego bólu chyba gorszego od porodu :) da się dalej karmić, karmie młodego już 14 miesięcy z czego jestem oczywiście dumna.

Owszem miałam kupione mleko modyfikowane, dostawał je, gdy musiałam jeździć ostatni semestr na uczelnie i zostawiać synka z tatkiem lub dziadkami ale tylko przez pierwsze wyjazdy, później odciągałam na uczelni i na kolejny dzień był już zapas więc podawanie MM było zbędne.

Zaletami karmienia piersią dla mnie jest to, że jest najzdrowsze, nic nie kosztuje, kasa zostaje na zabawki :), w nocy nie muszę siebie i małego rozbudzać, ponieważ kładziemy się i karmimy :), a niby uwiązanie przy dziecku bo się karmi naturalnie, to bzdura, jak można być uwiązanym przy takim słodkim maleństwie :) to zaledwie pół roku, jedyny czas kiedy ta bliskość jest najważniejsza, potem wprowadzamy nowe posiłki, da się to wszystko ogarnąć. Gdy Jaś skończył półtora miesiąca wróciłam na uczelnie, więc musiał coś jeść, uwiązana przy Nim jak widać nie byłam, pojechać musiałam, ale druga sprawa mój kluseczek gdy skończył 3 i pół miesiąca nie chciał wziąć butelki do ust i to wtedy zaczął się problem ale to już drugorzędna sprawa.:)

Zatem namawiam na karmienie piersią, ale nie osądzam kobiet które karmią mlekiem modyfikowanym, na pewno nie miały wsparcia takiego jak ja ( jeszcze raz mogę podziękować siostrze za wielkie wsparcie podczas tej mojej miesięcznej męki ) i wiedzy której również nie miałam na samym początku. Zaznaczam to nie jest łatwa sprawa aby przetrwać tą drogę.

Czekam na Wasze komentarze, można również zadawać pytania chętnie odpowiem.





Cieszę się, że tu jesteś :) Jeszcze jesteśmy na Facebooku, tam też jest ciekawie i na Insta też ;)
Jeśli post Ci się spodobał napisz komentarz, daj lajka, zostaw po sobie znak, a jeszcze lepiej, gdy zostaniesz tu na zawsze :)

10 komentarzy:

  1. Karmienie piersią na pewno jest bardzo ważnym etapem w życiu dziecka i matki. Nawiązuje się wtedy ogromna więź, a dodatkowo dziecko otrzymuje najlepszą, bogatą w minerały, dietę do prawidłowego wzrostu oraz naturalną odporność przed chorobami. Nawet najlepsze i najdroższe mleko modyfikowane chyba nie dorówna mleku naturalnemu. Warto przezwyciężać trudne momenty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto warto, jak i dla matki i dla dziecka. To jedyny taki czas w którym możemy dać maluchowi to co dla niego najlepsze. Innego lepszego momentu nie będziemy miały ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Warto warto :) Czasem bywa ciezko, nie powiem ze bylo latwo, ale ta radosc kiedy mama daje cysia jest nie do opisania :) Zawsze pomagalo na wszystko. Poprostu swietne lekarstwo :) My juz prawie 30 miesiecy sie karmimy i polecamy wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak lekarstwo na wszystko, ale najpiękniejsze jest to jak dziecko reaguje cudnie na tą pierś, jak ją szuka, a jakie jest później zadowolone. Ale swoje przejść trzeba niestety.

      Usuń
  4. A mnie się nie udało, dla mnie karmienie piersią to była droga przez mękę, zarówno przy pierwszym, jak i przy drugim dziecku. Odciągam mleko i nie mam wyrzutów sumienia, bo najważniejsze jest przecież to, że córeczka dostaje moje mleko. Cieszę się, że Tobie się udało :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne abyście były szczęśliwe, mi było ciężko, ale może to nie było to co ty odczuwałaś. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ja z karmieniem nie miałam problemu aczkolwiek bardzo nie lubiłam odciągać pokarm, wtedy zwykle płakałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dla mnie początki były trudne,a potem już było ok i ze ściąganiem.

      Usuń
  6. Mleczna droga nie zawsze bywa łatwa.

    OdpowiedzUsuń